Co łączy Donalda Trumpa i Mike’a Tysona?
4 sierpnia 2026
1 minuty czytania
Obaj w pewnych momentach swojej biznesowej drogi, znaleźli się w poważnych tarapatach finansowych. Obaj pokazali też, że upadłość nie zawsze musi oznaczać koniec zawodowej czy biznesowej drogi. Czasem jest po prostu zakończeniem pewnego etapu. Trudnego, kosztownego i bolesnego. Ale niekoniecznie ostatniego.

Spis treści
Mike Tyson w 2003 roku złożył wniosek o ochronę przed wierzycielami, gdy jego zobowiązania przewyższały posiadany majątek. Zamiast zniknąć z życia publicznego, zaczął budować swoje źródła dochodu od nowa. Wykorzystał rozpoznawalność, pojawiał się w filmach i telewizji, organizował płatne wystąpienia, wrócił do walk pokazowych, prowadził podcast i rozwijał kolejne przedsięwzięcia biznesowe. Nie odzyskał dawnej fortuny w tej samej skali, ale odbudował swoją markę i ponownie zaczął generować znaczące dochody.
Donald Trump nigdy nie ogłosił upadłości osobistej, ale jego spółki kilkukrotnie upadały, a także korzystały z postępowań restrukturyzacyjnych. Nie odbyło się to bez kosztów. Trump tracił część udziałów i kontroli, jednak spółki mogły wyjść z kłopotów i kontynuować działalność. Dziś sytuacja finansowa Prezydenta USA jest najprawdopodobniej lepsza niż kiedykolwiek.

Te historie pokazują, że problemy finansowe nie muszą definitywnie przekreślać przedsiębiorcy.
- Upadłość może zamknąć nierentowny etap.
- Restrukturyzacja może dać czas na odzyskanie płynności i uporządkowanie zobowiązań.
- Nieudany projekt nie oznacza, że każdy kolejny również zakończy się niepowodzeniem.
Największym błędem często nie jest sam kryzys. Jest nim zbyt długie udawanie, że problem nie istnieje.
Im wcześniej przedsiębiorca zacznie działać, tym więcej rozwiązań pozostaje na stole.
Jeżeli Twoja firma traci płynność, nie czekaj, aż sytuacja stanie się jeszcze trudniejsza.
📞 Zadzwoń: 22 118 27 87
Zespół Mikulewicz Ostaszewski.